Pierwszy z czterech

Znajome jej już od dawna uczucie niepokoju, które raz po raz ściskało krtań, dzisiejszego dnia wyjątkowo przybrało na sile. Wciąż nie miała pojęcia, dlaczego zdecydowała się wyjechać zupełnie sama do zupełnie obcego miasta, pozbawiona nawet komfortu odezwania się do jakiegoś współtowarzysza niedoli, który zaoferowałby ramię w trakcie wielogodzinnej jazdy, złapałby za rękę i krzepiącym głosem oznajmił, że przecież wszystko będzie dobrze, bo tkwią w tym bagnie razem.

Jak zwykle była sama. Nigdy nie miała towarzysza, nawet podczas zabaw w piaskownicy, kiedy tkwiła godzinami na okolicznym placu zabaw jako mała dziewczynka z warkoczykami uplecionymi w wyraźnym pośpiechu i okalającymi jej przeraźliwie szczupłą buzię, której wyraz swą niepokojącą powagą wcale nie przywodził na myśl beztroski kilkuletniego dziecka.

Nadal przed oczami miała widok mamy machającej jej na peronie, kiedy już zajęła swoje miejsce, a pociąg zaczął ruszać. Wtedy jeszcze przewagę stanowiły dobre dni, tych gorszych nie miewała aż tak często. Wtedy jeszcze mogła być każdą inną mamą, która jest w stanie odprowadzać swoje dziecko, gdziekolwiek by ono nie podążało, i mokrym spojrzeniem dawać do zrozumienia, że kocha i że na pewno będzie tęsknić.

Ewa przełknęła ślinę głośno, kiedy do jej uszu dobiegł komunikat oznajmiający, że pociąg zbliża się do dworca centralnego.

Ledwie wydostała się na peron i natychmiast odurzył ją zapach dużego miasta. Gdyby nie ciężar potężnej walizki, którą taszczyła ze sobą, i która teraz stanowiła jej oparcie, z pewnością zachwiałaby się pod wpływem nadmiaru wrażeń, na które w przeważającej części składała się wielobarwna tęcza będąca niewyobrażalnie wielkim tłumem ludzi. Wiedziała, że za moment znajdzie się w centrum jednego z największych miast w kraju, jednak nie przypuszczała, że tuż po opuszczeniu pociągu poczuje się zdezorientowana do tego stopnia, że nawet nie będzie miała pojęcia, w którą stronę ruszyć, żeby opuścić dworzec.

Zamek szczęknął głośno i wysłużone drzwi ustąpiły.  Ewa wgramoliła się do środka, ciągnąc za sobą walizkę. Pojawiła się jako pierwsza. Ze swoimi nowymi współlokatorami jak dotąd jeszcze się nie widziała, po mieszkaniu oprowadzał ją właściciel, którego poza punktualnym płaceniem czynszu niespecjalnie interesowało, kto będzie mieszkał tu w najbliższym roku akademickim. Nie był to wprawdzie apartament na miarę pięciogwiazdkowego hotelu, ale też nie odstręczał brudem i grzybem. Dlatego bez namysłu zdecydowała ulokować się właśnie tutaj. Pieniędzy miała dość nawet na lepsze lokum, ale jej potrzeby ograniczały się do tego, żeby po prostu mieć gdzie spać i móc ugotować sobie byle jaki obiad w pierwszym lepszym garnku.
Wiązała spore nadzieje z nowym miejscem i nowymi ludźmi, chociaż nie do końca dowierzała, że cokolwiek mogłoby zmienić się na lepsze. Nigdy nie było źle, nigdy nie była bita, maltretowana, molestowana, nic z tych rzeczy. Kochana też nigdy nie była, nad czym akurat przestała zbytnio się rozwodzić, od kiedy skończyła kilkanaście lat. Do pewnego momentu jej zdaniem nie było potrzeby niczego modyfikować, lecz gdyby nie skryte pragnienie zaprowadzenia zmian, jej życie nadal wyglądałoby na przeciętne i znośne. A przez przeciętność najczęściej dochodzi do braku motywacji do jakichkolwiek działań… Nawet złość i niezadowolenie są w stanie popchnąć człowieka do zmian szybciej i intensywniej niż przeciętna rutynowość.

- Paweł, miło mi poznać. – Brunet potrząsnął jej ręką w geście powitania, może nazbyt gorliwie jak na jej gust. Na jego twarzy zagościł grzecznościowy uśmiech, jednak niekoniecznie świadczący o tym, że naprawdę cieszy się z poznania nowej współlokatorki.
- Pomożesz mi z walizką? – zagadnęła po wymianie grzeczności, odwracając się na pięcie w kierunku przedpokoju. Oczywiście mogłaby poradzić sobie z nią sama, lecz głos, którym przemówiła, był głosem młodej kobietki pragnącej podstępnie znaleźć wspólny punkt zaczepienia z nowo poznaną osobą w celu nawiązania bliższego kontaktu i znalezienia sposobności do rozmowy.
- A to już nie walczycie o równouprawnienie? – burknął młodzieniec pod nosem, wlokąc się za nią niedbałym krokiem.
Ewa stanęła jak wryta i uniosła brwi nieznacznie. Kolejny cios. Najpierw ten dziwaczny półuśmiech domokrążcy, teraz to. Nie znalazła jednak na poczekaniu żadnej sensownej odpowiedzi, więc wzruszyła ramionami i zaczęła pchać walizkę sama. Po cichu liczyła na to, że on widząc to w porę się zreflektuje, ale nic takiego nie nastąpiło. Kiedy spojrzała przez ramię, jego już za nią nie było. Prychnęła pod nosem i jakoś udało jej się wepchnąć bagaż do swojego pokoju.
Zamknąwszy za sobą drzwi opadła na stojące pod ścianą łóżko. Przeciętne, skwitowała w myślach, sprawdzając miękkość materaca. Czyżby znowu wpakowała się w banalność? Nie chciała już pierwszego dnia dopuszczać do siebie myśli, że być może popełniła błąd. Teraz pozostało jej tylko czekać na drugą współlokatorkę.

Nie przypuszczała, że po miesiącu w nowym mieście i przede wszystkim w nowym mieszkaniu będzie mogła powiedzieć o sobie, że ma znajomych. Bardzo ostrożnie podchodziła do relacji z ludźmi, gdyż do tej pory głównie spotykał ją zawód, jednakże z pewnością nie miała zamiaru narzekać na osoby, z którymi dzieliła tych kilkadziesiąt metrów kwadratowych wspólnej codzienności, głównie skupiającej się na ustalaniu grafiku sprzątania, zdawkowej wymianie zdań odnośnie uczelni, zajęć, wrednych wykładowców i od czasu do czasu wspólnym oglądaniu telewizji z braku lepszych zajęć na jesienny wieczór.
- I jak tam dzisiaj, nadal nie masz pojęcia co studiujesz? – zagadnął ją Paweł podczas przygotowywania kolacji.
- Ani trochę – odpowiedziała z uśmiechem, przenosząc kanapki z deski do krojenia na talerz. – Ale dobrze,  że przynajmniej nie mam wady wymowy, inaczej wywaliliby mnie po pierwszym dniu.
Paweł parsknął śmiechem i oświadczył, że poszuka jakiegoś filmu. Ewa zerknęła na zegarek, było jeszcze wcześnie i mogła spokojnie odłożyć napisanie referatu do jutrzejszego poranka. Logopedię wybrała z czystego przypadku i z kompletnego braku pomysłu na siebie. To absurd, by człowiekowi jeszcze przed dwudziestką kazano wybierać jedyną słuszną drogę życiową, którą będzie zmierzał – kiedy kończyła gimnazjum i miała wybrać kolejną szkołę, już wtedy czuła się zagubiona i kompletnie nieprzygotowana do tego, żeby jednoznacznie określić, czy jest bardziej ścisłowcem czy humanistą. Gdy jakoś przebrnęła przez liceum i doszło do wyboru kierunku studiów – absolutnie nic się nie zmieniło. Ugrzęzła w nastoletnim świecie po uszy. Gdy czasami zerkała kątem oka na Pawła, obserwując jak bezmyślnie wodzi palcem po ekranie smartfona nieprzejmujący się zupełnie obowiązkami, pocieszało ją to, że nie tylko ona wcale nie stała się dorosłą wraz z otrzymaniem dowodu osobistego.

Po ich chłodnym zapoznaniu i odpychającym pierwszym wrażeniu nie było ani śladu,  i choć Ewie trudniej przyszło spojrzeć na współlokatora łaskawym okiem, ostatecznie odrzuciła niechęć i odkryła, że pod skorupą powściągliwości w gruncie rzeczy kryje się całkiem ciekawy człowiek. Szybko odkryła, że w tym mieszkaniu będzie on jedyną osobą, z którą będzie mogła zamienić chociażby parę słów na dzień. Druga współlokatorka okazała się być dziewczyną niezwykle zapracowaną i zabieganą, co nie wykluczało jej przyjaznego usposobienia, ale też oznaczało, że widywali ją jedynie przelotnie w powrocie z zajęć i chwilę później wyjściu do pracy przeważnie na popołudniową lub nocną zmianę. Ewa wiedziała o niej tylko tyle, że ma na imię Kaja, studiuje turystykę i nie ma czasu na nic, co nie wiąże się bezpośrednio z jej pracą w hotelowej recepcji.
Nie przejmowała się tym zbytnio, nigdy nie miała przyjaciół i nie odczuwała ich braku. Jedyne, co zaczęło ją niepokoić dzisiejszego wieczoru po położeniu się to fakt, że gdy po filmie wybrali się spać (każdy do swojego pokoju rzecz jasna) i spostrzegła, że za Pawłem zamknęły się drzwi, poczuła dziwne uczucie niepokoju, spływające przez gardło do środka i otulające jej wnętrze w sposób, który ani trochę jej się nie spodobał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>